Wstrząsające relacje i zdarzenia, jakie miały miejsce wczoraj, muszą wywoływać fundamentalne pytania. Jak doszło do tego, że bandziory spod znaku Antify bezkarnie atakowały na Krakowskim Przedmieściu przypadkowych przechodniów czy członków grup rekonstrukcyjnych. Nie były to jakieś słowne ataki, czy zagradzanie przejścia, a fizyczna, brutalna przemoc, która w skrajnym przypadku mogła doprowadzić do kalectwa lub śmierci napadniętych, których jedyną przewiną było widoczne eksponowanie symboli państwowych i polskich barw narodowych w dniu narodowego święta:
„Przyjaciel opowiedział mi przebieg wydarzeń. Szli sobie spokojnie ulicą. Nagle wypadło skądś pięciu zamaskowanych osobników z jakimiś czarnymi pałami w rękach. Mieli emblemanty tzw. antify. Wszystko działo się błyskawicznie. Napastnicy, mówiący miedzy sobą po niemiecku, krzyczący coś do Polaków w tym języku, zaczęli ich bić. Walić pałkami, kopać, rzucać na ziemię. Na pewno byli to Niemcy.
Każdy oberwał, ale jeden szczególnie mocno. Ma rozbitą głowę, cały posiniaczony, oka w ogóle nie było widać zza krwi i ran. Teraz jest w szpitalu na Lindleya.
Z tego co mi opowiadano, a była to relacja bezpośrednia, napastnicy natychmiast potem uciekli, pochowali się w kawiarni Nowy Świat należącej do "Krytyki politycznej". Tam była ich baza, tam mieli azyl.”
Wczorajsze zdarzenia muszą po raz kolejny rodzić pytania o stan państwa. Sprowadzenie do polski skrajnych grup spod znaku Antify, o których wiadomo, że posługują się przemocą i wywołują zamieszki było od dawna zapowiadane przez skrajnie lewackie środowiska „Gazety Wyborczej” i „Krytyki Politycznej”. Mimo to państwo nie podjęło żadnych działań, żeby zapobiec wpuszczeniu do Polski ludzi, którzy nie ukrywali, że jadą tu dokonywać przestępstw. Nie zrobiono nic, aby zapewnić obywatelom bezpieczeństwo.
Jeszcze więcej pytań musi wywoływać działalność policji. Na ujawnionym wczoraj filmie widać jak policja brutalnie bije uczestnika jednej z manifestacji. Człowiek ten jest najpierw kilkakrotnie brutalnie kopany czubkiem buta w twarz, po czym do tortur dołącza drugi uczestnik w kamizelce z napisem Policja, który rzuca pobitego na ziemię i pomaga pierwszemu oprawcy bijąc przechodnia metalową pałką. Wszystko to przywołuje najgorsze wspomnienia z czasów brutalnego rozbijania niepodległościowych manifestacji, przez ZOMO na polecenie komunistycznego reżimu.
Sytuacja, w której za posiadanie polskiej flagi można zostać brutalnie pobitym w biały dzień w centrum stolicy przez niemieckich bojówkarzy sprowadzonych tu przez wpływowe środowiska opiniotwórcze oraz przymykaniu na to wszystko oka przez państwo, które wysyła na ulice policje, która brutalnie bije ludzi musi powodować refleksję w czyim właściwie kraju żyjemy i czy to jest jeszcze Polska?

